Ale z was uparciuchy….
raz nie ma o TH i już wszyscy wielce oburzeni, no to już rola mojego gustu przecież na początku była mowa, że to bedzie a la thiller w prawdzie zaden ze mnie Ken Follett, Graham Masterton czy Kouta Hirano ale coz ciezko ode mnie tego wymagac raz bedzie tak czy siak ale od razu wszyscy wielki FOCH…..
Jezeli te komenty to manifest przeciw takim notkom to raczej nic nie da bo bedzie jeszcze kilka takich
I więcej mi takich numerów nie wykręcać bo jak ja puszcze FOCHA to … purezentu pod choinka nie bedzie ;]
CINEMA, CINEMA
Wszyscy poza Tomem wyszli z hotelu. Umówili się, że ok. 21 mają się spotkać w barze „Tropikana”. Do tego czasu każde z nich mogło zrobić to, na co miało ochotę.
Paula wraz z Billem wybrali się na zakupy, pod tym względem byli bardzo podobni do siebie, po prostu uwielbiali wydawać pieniądze na różne ciuszki, dodatki itd.
Na początek wstąpił do ogromnej galerii od razu było wiadomo, że długo tam zabawią. Paula szukała czegoś oryginalnego, eleganckiego i zarazem luźnego. W końcu znalazła, co chciała pozostały tylko szpilki na 7 cm obcasie, torebka itp. Bill przede wszystkim skupił się na jakiś łańcuszkach, obrożach i innym pierdułom. Paula uważała, że Bill wygląda w tym idiotycznie i bez przerwy mu to powtarzała, ale on nie dawał zbić się z tropu. Zaszli też do jakiejś drogerii. Oczywiście zakupy Billa przewidywalnie były dwa razy większe od Pauli, a ona sama nie wiedziała po co w ogóle mu niektóre z tych kosmetyków. W prawdzie lubiła, żeby ludzie z którymi się zadaje byli zadbani itd.. ale Bill grubo przesadzał i zauważyła, że strasznie się zmienił od ostatniego ich spotkania. Teraz miał od cholery szmalu i nie wstydził się go wydawać. Stał się nawet bardziej zarozumiały i nadęty. Zachowywał się jak jakaś diva! A to nie było w porządku…
W tym samym czasie Lucyna i reszta nie miała zamiaru marnować czasu na czymś takim jak zakupy, więc wybrali się do salonu gier.
- Ja zajmuję sobie poskramiacza kosmosu – wydarła się w wejściu Hellena.
- Kto pierwszy wrzuci ten pierwszy gra – odpowiedział jej na to Georg.
Cała czwórka rzuciła się do aparatu. Lucyna nie miała zamiaru czekać, to ona chciała być pierwsza! Byli już 10 m od gry, gdy nagle HL wyprzedził Gustav. Lucyna chwyciła go tak za T-shirt, że chłopak się przewrócił. Lucyna wrzuciła monetę …
- Wygrałam, wygrałam – darła się
- Ale oszukiwałaś – odpowiedział Gustav i podniósł się z posadzki.
- No to, co.
- Kto idzie…
Kręcili się po salonie przez jakieś 3 godz. Nie wiadomo, co tam tak długo robili, ale nie wyszli stamtąd o własnych siłach. Niestety ochroniarze musieli ich wynieść, gdyż sprawiali „trudności”.
- Tam to już chyba będziemy mieli zakaz wejścia. – odezwała się Lucyna.
- No co ty nie powiesz. To przez ciebie. To ty zaczęłaś walić w tą maszynę kiedy ze mną przegrałaś, ha! – przedrzeźniał ją Gustav.
- Nie to wszystko przez Georga, jakby ,mnie nie popchnął na tego faceta z cola to nic by się nie zalało. – odparła Zuzia.
- Sama mi się nasunęłaś.
- I może jeszcze sama się popchnęłam. HY?!
Stali na środku chodnika i tak się kłócili. Ludzie gapili się na nich jak na bandę świrów, których nielegalnie wypuszczono z wariatkowa. Nagle podeszła do nich starsza pani:
- Przepraszam dzieciaczki…
- Czego? – odkrzyknęli wszyscy. Staruszka wkurzyła się, a ponieważ chodziła na lekcje karate do Lee Changa, no wiecie tego co ma szkołę za piątym rogiem obok baru z kebabem… Podskoczyła i znokautowała Gustava. Następnie dołożyła mu jeszcze słynnym prawym sierpowym wyrobionym podczas szydełkowania i robienia na drutach, a żeby zapamiętał tą lekcje na zawsze dała mu jakże wymownego pstryczka w nos. Chłopak podniósł się i gapił na nią, reszta zresztą też.
- Czy moglibyście rozmawiać trochę ciszej!!! – wydarła się niepozornie niewinna staruszka.
Wszyscy pokiwali głowami. Staruszka poprawiła ubranko i wyprostowała kapelutek:
- Dziękuje – odparła i podreptała w drugą stronę.
Po kilku minutach…
- Co to miało być? – odezwała się wkrótce Zuzia.
- Nie wiem, ale przypominała staruszkę z tego filmu, „Starsza pani musi zniknąć” – odparł Gustav. – Też taką babcię chciałbym mieć – mówił dalej oczarowany.
- Skoro o filmach mowa – nawiązała Zuza – idziemy na coś do kina.
- Jak chcecie do możemy do tego 3D – zaproponował Georg.
- Dobra czemu nie – zgodziły się dziewczyny.
I ruszyli już się, nie kłócąc się, w stronę kina. Kiedy byli jakieś 40 m od kasy usłyszeli jak znajome głosy kłócą się. Oczywiście byli to Paula i Bill, czyżby zakupy im nie poszły…? ;]
- Nie, nie musisz za mnie płacić jestem w stanie zapłacić sama za siebie. Cholera, czy ty zawsze musisz pokazywać jaki jesteś nadziany??!!
- O co ci chodzi?
- Pozwól, że zrobię to sama.
- Dobra co się ciskasz, masz okres czy jak?
- Nie odzywaj się do mnie kretynie!
- I bardzo dobrze, a ty nie odzywaj się do mnie!
Chyba nie zauważyli ich, bo nawet nie odezwali się i weszli różnymi wejściami na salę. Pozostali szybko kupili sobie cztery bilety i weszli do środka. Zauważyli jak Paula kieruje się na sam przód z lewej strony za to Bill siadał na ostatnich krzesełkach z tyłu. Lucyna zawołała:
- Bill, Bill chodź z nami…
- Ale ja nie chcę siedzieć obok NIEJ.
- Dobra nie będziesz.
Wszyscy zeszli tam gdzie już usadowiła się Paula. Pomiędzy nią, a Billem wepchała się reszta załogi, ale mimo nich spoglądali na siebie z wyrzutem z ukosa.
- Ale nudny ten film o rybkach – odparła Lucyna.
- On jest o rekinach – poprawił ją Gustav.
- Co za różnica. Jest nudny. Idę kupić coś do żarcia…
Po dziesięciu minutach wróciła opakowana popcornem, colą i groszkami. Przechodząc przez salę widziała jak dzieci próbowały żałośnie rybki…
- Ej zaczajcie te dzieciaki – wszyscy spojrzeli. – Mam pomysł. Chłopaki chodźcie.
Przeszli się kilka rzędów wgłęb sali i siedli przed jakąś grupką malców. Kiedy dzieciaki wstawały i próbowały „złapać rybki”. Lucyna chwyciła jednego za ręce, a chłopaki zrobili to samo. Rozległ się pisk. Dzieciaki darły się, a oni chichocząc przenieśli się na swoje miejsca. Ich opiekunka zaraz zerwała się z miejsca i próbowała znaleźć żartownisiów, jednak oni już dawno się zmyli.
- To było fajne. Co masz do żarcia?
- Macie groszki. – otworzyli paczkę i spróbowali.
- Ble jakie one niedobre.
- To nie moja wina, że takie badziewie tu sprzedają, ale coś trzeba z nimi zrobić.
- Możecie porzucać dzieciom, na pewno zgłodniały – zaproponowała Zuzia.
- Może być.
Wszyscy brali po klika groszków i rzucali nimi za siebie.
- Co za palant tym we mnie rzucił – odezwał się jakiś wkurzony skater, dziwne, że takie osoby chodzą na takie filmy. Po nim zaczęło wydzierać się wielce obrażone małżeństwo:
- Przepraszam, ale czy mógłby ktoś nie rzucać jedzeniem.
Wszyscy wybuchli śmiechem. Śmiali się tak głośno, że nagle ktoś do nich podszedł:
- Przepraszam, ale przeszkadzacie w oglądaniu innym. Proszę abyście jak najszybciej opuścili kino.
- Ale to nie my rzucaliśmy – skłamał Gorg, Zuza pokiwała głową, a Lucyna wpatrywała się w niego.
- Nie dam się nabrać. Tylko wy siedzicie tutaj i tylko wy macie groszki – wskazał opakowanie, które Lucyna chciał pospiesznie schować.
Regina głupio się uśmiechnęła i dodała:
- To naprawdę nie my rzucaliśmy, ale i tak wyjdziemy, bo ten film jest taki beznadziejny, jaki palant go tak w ogóle nakręcił, no po prostu żadnej akcji, no może poza „groźnym” atakiem meduz. Dostanę zwrot gotówki?? – nawijała dalej jak nakręcona…
Wszyscy zaczęli zbierać swoje rzeczy i wyszli śmiejąc się pod nosem. Kiedy znaleźli się za drzwiami znowu wybuchnęli donośnym śmiechem.
Nie mieli co robić, więc ruszyli w stronę baru „Tropikana”.
chyba ze luckowi sie “cos” przypomni