2009
12.28

Tad

Tadaaaaaaaam ;P
No i pisam.Mało komentujecie ostatnio :P
Może dlatego że was nie dowiedzam . Pseprasam !
Poprafiem siem . Ostatnio miałam ciężkie chwile ale jest ok.
No i musiałam coś szukać w necie i nie miałam timeu.
Ale jush mam.
No więc u mnie jest OK.
Nie byłam w czwartek i w piątek w sql bo jestem troshke chora.
Kaszeleq mam chamski i miałam węzły powiększone.
A muszem siem wyqrować :] Bo….
Try Try Try…..
W niedziele jadem na sielane !!!!!!
(sielana to takie miejsce w Poznaniu gdzie jeśt duuuusio zfierzątek do qpienia)
A to oznacza że bede miała pieska ! Małego słodkiego kuci kuci szczeniaczka !
Chyba żeby nie było na sielanie….Ale i tak będe miała !
To nie wszystko ! Oprócz tego że będe miała pieska , to jeszcze będzie to piesek o którym marzyłam czyli….
Try Try Try ……. B E A G LE ! ! ! !
To taki słodzi piesio.Wpiszecie w wyszukiwarce to bedzie full stron. Alpo looknicie na :
BeAgLe

Mam nawet imie-Shailo . Ale niewiem jeszcze czy będzie z rodowodem czy bez.
I mam prośbe do was : Wymyślcie mi jakieś imie ładne dla pieska (remember – to bedzie PIESEK a nie SUCZKA) !
Baaaaaaaarco mi pomożecie <:) Tylko ładne jakieś a nie takie jak mi qmpelka Majenka kochana wymyśliła – Kalosz (dzięki Majenq za inwencje tfórczom :P )

To na tyle.Papapapapapapapapasi !!!!
Written By : DRUSIQ

P.S. POSSDRO DLA MAJENKI TITU I NATKI i dziemx za odfiedzinki <:D

2009
12.18

Witam :]

Witam :]
Na początq napishem cosik o moim psie:
Wabi siem Jackie jest Beaglem, lubi jeść ;P ,
lubi sikać w domu ale chyba zaczyna qmać że nie wolno,
Lubi popiszczeć, pogryźć swój ukochany kocyk i budzić ludzi za wcześnie.
Powiem wam że myślałam że będę siem bardziej cieszyć z psa no ale tak byfa.
Może mnie przerażają te obowiązki a najbardziej wstawanie rano .
Oby szybko nauczył siem załatwiać na dworze i wstawac później ! No i zostawać samemu w domu….
Co do dnia dzisiejszego :]
Było zayebiście <:D
Off courz wigilie mieliśmy w klasie , dostałam bajera prezenciki :]
Latałyśmy z qmpelami po sql , ja robiłam z wiarą sem zdjęcia, dzieliłyśmy siem opłatkiem,
śpiewałyśmy Jingle Bells i życzyłyśmy wszystkim Wesołych Świąt <:)
Fajooooofo :D DD
No i tyo na tyle <:}
Papasi !
Sanduś
P.S. WESOŁYCH ŚWIĄT :]

2009
12.08

Mikołajki

na początku wam życzę wszystkiego Naj z okazji MikoUajek (które som jutro ) ! !
Ja qpiłam diddla i jestem cała happy :] Tzn dostałam w sumie….na mikusie :] Jest puci :] Niewiem cio pisać ? A i mam wreszcie drukare bo stara miała ok 6 lat ;P Niom…..nie byłam w sql bo mi sie nie ciało ;P A na serio to po prostu mieliśmy 4 leje w tym 3 zastepstwa wiec jaki sens ?
Zamieszczam taki śmiszny qrsik który wyczytałam w CD ACTION :]

REWELACJA DLA PANÓW !
Kurs przysposobienia do życia w społeczeństwie dla mężczyzn !

Tematy zajęć :

1.Jak pracować nad własnym ograniczeniem umysłowym ?

2.Dlaczego nie ma nic złego we wręczaniu kwiatów?

3.Ty też możesz siedzieć obok kierowcy(i to cichutko)

4.I ty możesz prasować

5.Zadbaj o piękno własnych stóp-Jak obcinać paznokcie ?

6Jak się napełnia kostkarkę lub woreczki do lodów-pokaz ze slajdami

7.Zalety oddawania zepsutych urządzeń elektrycznych do punktu napraw-Ty a elektryczność

8.Szkoła przetrwania I – Smażenie jajka sadzonego

9.Szkoła przetrwania II – Mycie podłogi w łazience

10.Przyznanie się do niewiedzy nie jest ostateczną klęską

11.Słaba płeć -czyli TY

12.Powody dla których zakłada się nową rolkę papieru w toalecie, gdy poprzednia się skończyła (ze slajdami i przykładami)

13.Jak opuszczać deskę klozetową-Krok po kroku

14.Pilot od telewizora-Jak walczyć z uzależnieniem

15.Jak pozbyć się chęci wyglądania młodziej niż własny syn- triki i propozycje

16.Cel możliwy do osiągnięcia-jak ograniczyć spożycie alkoholu

17.Prawdziwi mężczyźni też pytają przechodniów o drogę gdy się zgubią

18.Twoja odzież (I)-do czego służy szafa

19.Twoja odzież (II)-jak składać spodnie? Zastosowanie wieszaka

20.Twoja odzież (III)-użycie kosza na brudną bieliznę

21.Pralka.Wielka Nieznajoma

22.Krzesło i jego nieprawidłowe wykorzystanie jako wieszaka na ubrania

23.Czy można trafić do sedesu? Ćwiczenia w grupach

24.Ćwiczenie nadgarstków-opróżnianie popielniczki

25.Rozwój zdolności motorycznych-mycie wnętrza garnka zmywakiem i płynem do naczyń

26.Wanna pełna włosów-czyli co robić po kąpieli

Papasi ;) Koffam was !

2009
12.08

To smutne..

To smutne….

THE END?

Minęły już trzy dni od tamtych wydarzeń, chłopcy niemal zapomnieli o wszystkim. Zaledwie parę dni, a wydawało im się, że było to wieki temu. Wszystko szybko mija, a czas leczy rany, ale czy wszystkie?
- Tom! Przynieś mi parę kompresów! – jęczał Bill leżąc na kanapie, spadając z piętra nieźle się potłukł
- Za chwilę! Kurna… kto wychlał wszystkie REDBULLe!!! – wydarł się Tom
- Byłeś wczoraj troszeczkę nietrzeźwy i wylałeś je do zlewu – odpowiedział Gustav wchodząc do mieszkania – Kurde, do tego zachciało ci się bić i plecy mnie teraz bolą! Jezu moje, kości!
- Szwmorde! – wykrzyknął Bill i poderwał się z kanapy, chciał już wyjść, kiedy Georg chwycił go za koszulkę i zapytał:
- Gdzie idziesz? Za chwilę jedziemy, mamy wywiad w jakimś brukowcu.
- Gdzie? Do Polski idę! – odpowiedział i wyrwał się, ale Georg złapał go za rękę
- Po co?
- Zobaczyć, czy dobrze jej poradziłem. Lucyna powiedziała, że nie trzeba się bać śmierci i miała rację… zobaczymy czy ja też miałem…
- Nie rób z siebie palanta – Georg spojrzał twardo na Billa – idziemy z tobą…
- Co?! – zdziwił się Tom
- No chodź! – powiedział Gustav i pociągnął Kaulitza za ramię
Chłopcy nie czekali na taksówkę, biegli przez miasto do szkoły, chodź był to spory odcinek. Bill cieszył się jak małe dziecko i biegł środkiem ulicy bez butów, kierowcy zatrzymywali się i wyklinali ich.
- Pieprzcie się! – krzyknął Tom i pokazywał wszystkim „Fuck” , w końcu zrobił się przed nimi spory korek samochodowy, dosłownie wóz na wozie.
- I co robimy? – spytał zrezygnowany Gustav
- Jak to co? Robimy przejście! – powiedział Georg, wskoczył na maskę któregoś z samochodów i skakał po samochodach
- Powaliło cię?!!! – krzyknął Gustav, bliźniaki nie zwracały na niego uwagi i zrobiły to samo co Listing. Po chwili chłopaków zaczął gonić spory tłum fanek. Po około piętnastu minutach biegu chłopcy znaleźli się pod szkołą. Tom próbował zrobić „wejście smoka”, ale zapomniał o dzwonku. Stratował go tłum uczniów wychodzących z budynku. Po uratowaniu Tomusia z lawiny ludzkiej, THowce pobiegły do sali informatycznej. Georg otworzył drzwi na zaplecze, siedział tam Dan.
- Siema Schwerelos! – wypalił Bill i padł na jakieś krzesło – Prawda, że wyświadczysz nam małą przysługę?
Po chwili chłopaki znaleźli się w prywatnym helikopterze CIPABu, do którego oczywiście Dan miał kluczyki.
- No to gdzie chcecie lecieć? – spytał Dan
- Eee… a ty w ogóle umiesz tym latać? – zapytał Tom
- Jasne, że tak! No to gdzie…
- Do Polski, do Lublina… – powiedział Bill
- Jak szybko musisz tam być?
- Jak najszybciej! – po chwili Kaulitz pożałował, że nie zapiął pasów, wyrzuciło go na koniec samolotu.
Tym razem lot był znacznie spokojniejszy niż dwa poprzednie, widać chłopcy mieli już dosyć „przygód na wysokościach”. Po około pół godziny znaleźli się nad Lublinem, nie było bardzo gdzie wylądować, więc „zaparkowali” samolot na szpitalu. Bill pierwszy wybiegł z maszyny, po chwili był już na szpitalnym korytarzu i mało, co nie złamał karku na śliskiej podłodze, znalazł jakąś pielęgniarkę i zapytał ją o Lucynę
- Pan jest z rodziny? – spytała
- Nie, jestem bliskim przyjacielem, mogę się z nią zobaczyć? – zapytał zdyszany
- Proszę pójść ze mną… – powiedziała i skręciła w jakiś korytarz, Bill podążył za nią. Pielęgniarka weszła do jakiejś sali, Kaulitz też – Proszę chwilkę poczekać…
- Dobrze – odparł i zdyszany usiadł na krzesełku, obok stały dwa łóżka. Bill spojrzał na imię na tabliczce i przeczytał – Lucyna…
Kaulitz nie mógł się opanować, zdjął tabliczkę i przejrzał wyniki, po chwili zamarł, oczy napuchły mu łzami. Mimo że zna tylko parę polskich słów, zrozumiał, że operacja przeszła niepomyślnie
- Jezu, ja ją zabiłem… – szepnął sam do siebie
Nagle do pomieszczenia weszli Gustav, Tom, Paulina, Zuzia i Mucha
- Czego na nas nie zaczekałeś? – zapytał Tom i usiadł obok Billa – Ej, co jest? Ty płaczesz?
- Ja ją zabiłem – powtórzył i schował twarz w dłoniach
- Kogo? Kogo, Bill? – spytał Gustav i położył rękę na jego ramieniu
- Lucynę, Lucynę… – wyszeptał i pociągnął nosem
- Wiedziałem, że jest zimna, ale nie, że aż tak jak trup – powiedział w wejściu Georg obok niego stała Lucyna
- Co?! Jak ty?! Przecież tu pisze, że… – jąkał się Kaulitz
- To nie moja tabliczka, pewnie jak każdy dureń nie przeczytałeś nazwiska – uśmiechnęła się i przytuliła Billa – Ale dzięki za współczucie z powodu śmierci… dzisiaj mnie wypisują, więc może zostaniecie?
- Nie wiem, jak im, ale mnie się nigdzie nie śpieszy… – uśmiechnął się Tom
Lucyna spakowała rzeczy i wszyscy opuścili szpital. Bill poinformował Dana, że może se „zrobić przerwę”, bo idą się zabawić i wylatują dopiero wieczorem. Co do postoju maszyny, dyrektor szpitala dostał piany, gdy się dowiedział, ze na dachu stoi helikopter, ale ponieważ należał on do sił specjalnych CIPABu obeszło się bez większych problemów. Cała paczka pojechała się zabawić w mieście, a ślad ich „wycieczki” znaczyły laski stojące obok drogi, klaskające na widok gołego tyłka Toma wystawionego przez okno.

KONIEC TOMU I

2009
12.08

Ale z was uparciuchy..

Ale z was uparciuchy….
raz nie ma o TH i już wszyscy wielce oburzeni, no to już rola mojego gustu przecież na początku była mowa, że to bedzie a la thiller w prawdzie zaden ze mnie Ken Follett, Graham Masterton czy Kouta Hirano ale coz ciezko ode mnie tego wymagac raz bedzie tak czy siak ale od razu wszyscy wielki FOCH…..
Jezeli te komenty to manifest przeciw takim notkom to raczej nic nie da bo bedzie jeszcze kilka takich :P I więcej mi takich numerów nie wykręcać bo jak ja puszcze FOCHA to … purezentu pod choinka nie bedzie ;]

CINEMA, CINEMA

Wszyscy poza Tomem wyszli z hotelu. Umówili się, że ok. 21 mają się spotkać w barze „Tropikana”. Do tego czasu każde z nich mogło zrobić to, na co miało ochotę.
Paula wraz z Billem wybrali się na zakupy, pod tym względem byli bardzo podobni do siebie, po prostu uwielbiali wydawać pieniądze na różne ciuszki, dodatki itd.
Na początek wstąpił do ogromnej galerii od razu było wiadomo, że długo tam zabawią. Paula szukała czegoś oryginalnego, eleganckiego i zarazem luźnego. W końcu znalazła, co chciała pozostały tylko szpilki na 7 cm obcasie, torebka itp. Bill przede wszystkim skupił się na jakiś łańcuszkach, obrożach i innym pierdułom. Paula uważała, że Bill wygląda w tym idiotycznie i bez przerwy mu to powtarzała, ale on nie dawał zbić się z tropu. Zaszli też do jakiejś drogerii. Oczywiście zakupy Billa przewidywalnie były dwa razy większe od Pauli, a ona sama nie wiedziała po co w ogóle mu niektóre z tych kosmetyków. W prawdzie lubiła, żeby ludzie z którymi się zadaje byli zadbani itd.. ale Bill grubo przesadzał i zauważyła, że strasznie się zmienił od ostatniego ich spotkania. Teraz miał od cholery szmalu i nie wstydził się go wydawać. Stał się nawet bardziej zarozumiały i nadęty. Zachowywał się jak jakaś diva! A to nie było w porządku…
W tym samym czasie Lucyna i reszta nie miała zamiaru marnować czasu na czymś takim jak zakupy, więc wybrali się do salonu gier.
- Ja zajmuję sobie poskramiacza kosmosu – wydarła się w wejściu Hellena.
- Kto pierwszy wrzuci ten pierwszy gra – odpowiedział jej na to Georg.
Cała czwórka rzuciła się do aparatu. Lucyna nie miała zamiaru czekać, to ona chciała być pierwsza! Byli już 10 m od gry, gdy nagle HL wyprzedził Gustav. Lucyna chwyciła go tak za T-shirt, że chłopak się przewrócił. Lucyna wrzuciła monetę …
- Wygrałam, wygrałam – darła się
- Ale oszukiwałaś – odpowiedział Gustav i podniósł się z posadzki.
- No to, co.
- Kto idzie…
Kręcili się po salonie przez jakieś 3 godz. Nie wiadomo, co tam tak długo robili, ale nie wyszli stamtąd o własnych siłach. Niestety ochroniarze musieli ich wynieść, gdyż sprawiali „trudności”.
- Tam to już chyba będziemy mieli zakaz wejścia. – odezwała się Lucyna.
- No co ty nie powiesz. To przez ciebie. To ty zaczęłaś walić w tą maszynę kiedy ze mną przegrałaś, ha! – przedrzeźniał ją Gustav.
- Nie to wszystko przez Georga, jakby ,mnie nie popchnął na tego faceta z cola to nic by się nie zalało. – odparła Zuzia.
- Sama mi się nasunęłaś.
- I może jeszcze sama się popchnęłam. HY?!
Stali na środku chodnika i tak się kłócili. Ludzie gapili się na nich jak na bandę świrów, których nielegalnie wypuszczono z wariatkowa. Nagle podeszła do nich starsza pani:
- Przepraszam dzieciaczki…
- Czego? – odkrzyknęli wszyscy. Staruszka wkurzyła się, a ponieważ chodziła na lekcje karate do Lee Changa, no wiecie tego co ma szkołę za piątym rogiem obok baru z kebabem… Podskoczyła i znokautowała Gustava. Następnie dołożyła mu jeszcze słynnym prawym sierpowym wyrobionym podczas szydełkowania i robienia na drutach, a żeby zapamiętał tą lekcje na zawsze dała mu jakże wymownego pstryczka w nos. Chłopak podniósł się i gapił na nią, reszta zresztą też.
- Czy moglibyście rozmawiać trochę ciszej!!! – wydarła się niepozornie niewinna staruszka.
Wszyscy pokiwali głowami. Staruszka poprawiła ubranko i wyprostowała kapelutek:
- Dziękuje – odparła i podreptała w drugą stronę.
Po kilku minutach…
- Co to miało być? – odezwała się wkrótce Zuzia.
- Nie wiem, ale przypominała staruszkę z tego filmu, „Starsza pani musi zniknąć” – odparł Gustav. – Też taką babcię chciałbym mieć – mówił dalej oczarowany.
- Skoro o filmach mowa – nawiązała Zuza – idziemy na coś do kina.
- Jak chcecie do możemy do tego 3D – zaproponował Georg.
- Dobra czemu nie – zgodziły się dziewczyny.
I ruszyli już się, nie kłócąc się, w stronę kina. Kiedy byli jakieś 40 m od kasy usłyszeli jak znajome głosy kłócą się. Oczywiście byli to Paula i Bill, czyżby zakupy im nie poszły…? ;]
- Nie, nie musisz za mnie płacić jestem w stanie zapłacić sama za siebie. Cholera, czy ty zawsze musisz pokazywać jaki jesteś nadziany??!!
- O co ci chodzi?
- Pozwól, że zrobię to sama.
- Dobra co się ciskasz, masz okres czy jak?
- Nie odzywaj się do mnie kretynie!
- I bardzo dobrze, a ty nie odzywaj się do mnie!
Chyba nie zauważyli ich, bo nawet nie odezwali się i weszli różnymi wejściami na salę. Pozostali szybko kupili sobie cztery bilety i weszli do środka. Zauważyli jak Paula kieruje się na sam przód z lewej strony za to Bill siadał na ostatnich krzesełkach z tyłu. Lucyna zawołała:
- Bill, Bill chodź z nami…
- Ale ja nie chcę siedzieć obok NIEJ.
- Dobra nie będziesz.
Wszyscy zeszli tam gdzie już usadowiła się Paula. Pomiędzy nią, a Billem wepchała się reszta załogi, ale mimo nich spoglądali na siebie z wyrzutem z ukosa.
- Ale nudny ten film o rybkach – odparła Lucyna.
- On jest o rekinach – poprawił ją Gustav.
- Co za różnica. Jest nudny. Idę kupić coś do żarcia…
Po dziesięciu minutach wróciła opakowana popcornem, colą i groszkami. Przechodząc przez salę widziała jak dzieci próbowały żałośnie rybki…
- Ej zaczajcie te dzieciaki – wszyscy spojrzeli. – Mam pomysł. Chłopaki chodźcie.
Przeszli się kilka rzędów wgłęb sali i siedli przed jakąś grupką malców. Kiedy dzieciaki wstawały i próbowały „złapać rybki”. Lucyna chwyciła jednego za ręce, a chłopaki zrobili to samo. Rozległ się pisk. Dzieciaki darły się, a oni chichocząc przenieśli się na swoje miejsca. Ich opiekunka zaraz zerwała się z miejsca i próbowała znaleźć żartownisiów, jednak oni już dawno się zmyli.
- To było fajne. Co masz do żarcia?
- Macie groszki. – otworzyli paczkę i spróbowali.
- Ble jakie one niedobre.
- To nie moja wina, że takie badziewie tu sprzedają, ale coś trzeba z nimi zrobić.
- Możecie porzucać dzieciom, na pewno zgłodniały – zaproponowała Zuzia.
- Może być.
Wszyscy brali po klika groszków i rzucali nimi za siebie.
- Co za palant tym we mnie rzucił – odezwał się jakiś wkurzony skater, dziwne, że takie osoby chodzą na takie filmy. Po nim zaczęło wydzierać się wielce obrażone małżeństwo:
- Przepraszam, ale czy mógłby ktoś nie rzucać jedzeniem.
Wszyscy wybuchli śmiechem. Śmiali się tak głośno, że nagle ktoś do nich podszedł:
- Przepraszam, ale przeszkadzacie w oglądaniu innym. Proszę abyście jak najszybciej opuścili kino.
- Ale to nie my rzucaliśmy – skłamał Gorg, Zuza pokiwała głową, a Lucyna wpatrywała się w niego.
- Nie dam się nabrać. Tylko wy siedzicie tutaj i tylko wy macie groszki – wskazał opakowanie, które Lucyna chciał pospiesznie schować.
Regina głupio się uśmiechnęła i dodała:
- To naprawdę nie my rzucaliśmy, ale i tak wyjdziemy, bo ten film jest taki beznadziejny, jaki palant go tak w ogóle nakręcił, no po prostu żadnej akcji, no może poza „groźnym” atakiem meduz. Dostanę zwrot gotówki?? – nawijała dalej jak nakręcona…
Wszyscy zaczęli zbierać swoje rzeczy i wyszli śmiejąc się pod nosem. Kiedy znaleźli się za drzwiami znowu wybuchnęli donośnym śmiechem.
Nie mieli co robić, więc ruszyli w stronę baru „Tropikana”.

chyba ze luckowi sie “cos” przypomni :)

2009
12.08

MISTER D

MISTER D

Tymczasem w podziemiach Berlina Derek i jego załoga konstruowali kolejną bombę. To nie było ich pierwsze przedsięwzięcie. Takie bombki jak ta robili codziennie, nie miały ogromnego zasięgu i nie były potencjalnie groźne. Facet, który zamówił trzy takie poprosił aby były zrobione jak najszybciej. Podczas ostatniej ich rozmowy Derek zauważył obłęd w oczach faceta. Domyślił się, że to jakiś świr, ale świetnie płacić, a pieniędzy się nie odrzuca, gdy na stół wykłada się jeszcze takie stawki… Derek łączył kable, gdy nagle zadzwonił telefon. Rozmówca był bardzo upierdliwy i nie dawał za wygraną, w końcu Derek podniósł słuchawkę:
- Tak ? – spytał poirytowany, nie lubił jak ktoś przeszkadzał mu w robocie.
- Prezenty gotowe? – zapytał szorstkim głosem rozmówca.
- Yyy, więc będą… gotowe… za minimalnie trzy godziny…
- Może być – odparł krótko.
- Kiedy dostanę resztę gotówki??
- Wtedy, gdy wykonasz zadanie do końca…
- ??
- Masz zamontować te prezenty w miejscach, które prześlę ci mailem. Wszystkie bombki maja się znaleźć w tych miejscach o podanych godzinach, ani sekundy później, zrozumieliśmy się?
- Ale ja miałem je tylko zrobić…
- Zmieniam warunki. Otrzymasz resztę pieniędzy, kiedy wykonasz zadanie do końca.
- Ale ty nie możesz…
- Mogę robić wszystko i mogę kazać cos zrobić innym, lepiej spisz się dobrze, bo będziesz tego żałował do ostatnich swoich dni… – i rozłączył się. Derek walnął słuchawką tak, że telefon spadł z małego stoliczka.
- Kurwa…co za pierdolony skurwysyn… – siadł na krześle i starał się przemyśleć całą sytuacje. Nie bardzo wiedział, co powinien zrobić. Postanowił, że najpierw zobaczy, gdzie ma dostarczyć prezenty.
Włączył laptop, połączył się i otworzył skrzynkę. Już dawno jej nie otwierał, więc większość wiadomości okazała się spamem, czy jakimiś reklamówkami. Zaznaczył, co niepotrzebne i wcisnął delete. Przejrzał pozostałe maile.
Jeden był od jego brata. Zapraszał go do siebie, do jego nowej willi, Derek nie znosił tego jak jego brat chwalił się tym, co przed chwilą kupił. W przeciwieństwie do niego brat Dereka był szanowanym w całych Niemczech i Europie lekarzem. Miał specjalizację z chirurgii, ortopedii, onkologii, czy czego tam…Derek nie za bardzo interesował się tym co robi jego brat. Poza tym zawsze był ukochanym synkiem mamusi. Zrobił wszystko to czego pragnęła: wykształcił się, ożenił, miał dwójkę wspaniałych jak on dzieci, dom i ble ble ble. Postanowił, że jednak nie zaszczyci swojej osoby u niego. Następny był od jego starego kumpla ze szkolnej ławki. Trzeci od eks dziewczyny, Derek zawsze uważał ją za zdzirę, więc szybko się rozstali… A ostatni od tajemniczego zleceniodawcy.
Derek otworzył załącznik. Znajdowały się tam dokładne wytyczne, ale były przeznaczone tylko dla dwóch z nich. Derek przeczytał e-mail okazało się, że jedną z nich ma przesłać w postaci prezentu. Musiał się więc prędko wybrać do miasta i kupić jakieś pudełko, wstążki itp. Najgorsze było to, że musiał pracować na takich obrotach i to tylko dla jednego klienta, wprawdzie wysoko płacił, więc Derek przestał się tym przejmować i chciał wykonać swoje jak najszybciej i otrzymać swoją działkę.

W tym samym czasie w północnych Niemczech…
Wysoki blond włosy mężczyzna siedział w fotelu i zastanawiał się nad kolejnymi krokami, jego pracownik, Gareth, nie spisał się dobrze. Mężczyzna znał go z widzenia i wiedział, ze ktoś taki jak on nie jest w stanie niczego specjalnego osiągnąć, ale wynajął go tak na próbę. W przeciwieństwie do niego Gareth był zwykłym małym przestępcą, który łapał się dorywczo jakiś zadań. On traktował to o wiele bardziej zawodowo. Obecnie miał 38 lat i nie znosił muzyki, którą dzisiejsza młodzież preferuje. Wolał zupełnie inne brzmienia. Uważał, że większość z piosenek to zwykłe śmieci, a ich wykonawcy nie są lepsi. Udają, że są muzykami, tylko po to, aby zarobić trochę szmalu. Choć ten aspekt wcale go nie zdziwił, on również uwielbiał pieniądze i jako przedsiębiorca inwestował je w coraz to nowe spółki…
Zapalił cygaro i wykręcił czyjś numer, puścił dwie strzałki i rozłączył się. Wstał, wyjrzał przez okno swojego nowego biurowca…
- Czas zmienić ten świat – powiedział i puścił dymek z kółek.