12.08
MISTER D
Tymczasem w podziemiach Berlina Derek i jego załoga konstruowali kolejną bombę. To nie było ich pierwsze przedsięwzięcie. Takie bombki jak ta robili codziennie, nie miały ogromnego zasięgu i nie były potencjalnie groźne. Facet, który zamówił trzy takie poprosił aby były zrobione jak najszybciej. Podczas ostatniej ich rozmowy Derek zauważył obłęd w oczach faceta. Domyślił się, że to jakiś świr, ale świetnie płacić, a pieniędzy się nie odrzuca, gdy na stół wykłada się jeszcze takie stawki… Derek łączył kable, gdy nagle zadzwonił telefon. Rozmówca był bardzo upierdliwy i nie dawał za wygraną, w końcu Derek podniósł słuchawkę:
- Tak ? – spytał poirytowany, nie lubił jak ktoś przeszkadzał mu w robocie.
- Prezenty gotowe? – zapytał szorstkim głosem rozmówca.
- Yyy, więc będą… gotowe… za minimalnie trzy godziny…
- Może być – odparł krótko.
- Kiedy dostanę resztę gotówki??
- Wtedy, gdy wykonasz zadanie do końca…
- ??
- Masz zamontować te prezenty w miejscach, które prześlę ci mailem. Wszystkie bombki maja się znaleźć w tych miejscach o podanych godzinach, ani sekundy później, zrozumieliśmy się?
- Ale ja miałem je tylko zrobić…
- Zmieniam warunki. Otrzymasz resztę pieniędzy, kiedy wykonasz zadanie do końca.
- Ale ty nie możesz…
- Mogę robić wszystko i mogę kazać cos zrobić innym, lepiej spisz się dobrze, bo będziesz tego żałował do ostatnich swoich dni… – i rozłączył się. Derek walnął słuchawką tak, że telefon spadł z małego stoliczka.
- Kurwa…co za pierdolony skurwysyn… – siadł na krześle i starał się przemyśleć całą sytuacje. Nie bardzo wiedział, co powinien zrobić. Postanowił, że najpierw zobaczy, gdzie ma dostarczyć prezenty.
Włączył laptop, połączył się i otworzył skrzynkę. Już dawno jej nie otwierał, więc większość wiadomości okazała się spamem, czy jakimiś reklamówkami. Zaznaczył, co niepotrzebne i wcisnął delete. Przejrzał pozostałe maile.
Jeden był od jego brata. Zapraszał go do siebie, do jego nowej willi, Derek nie znosił tego jak jego brat chwalił się tym, co przed chwilą kupił. W przeciwieństwie do niego brat Dereka był szanowanym w całych Niemczech i Europie lekarzem. Miał specjalizację z chirurgii, ortopedii, onkologii, czy czego tam…Derek nie za bardzo interesował się tym co robi jego brat. Poza tym zawsze był ukochanym synkiem mamusi. Zrobił wszystko to czego pragnęła: wykształcił się, ożenił, miał dwójkę wspaniałych jak on dzieci, dom i ble ble ble. Postanowił, że jednak nie zaszczyci swojej osoby u niego. Następny był od jego starego kumpla ze szkolnej ławki. Trzeci od eks dziewczyny, Derek zawsze uważał ją za zdzirę, więc szybko się rozstali… A ostatni od tajemniczego zleceniodawcy.
Derek otworzył załącznik. Znajdowały się tam dokładne wytyczne, ale były przeznaczone tylko dla dwóch z nich. Derek przeczytał e-mail okazało się, że jedną z nich ma przesłać w postaci prezentu. Musiał się więc prędko wybrać do miasta i kupić jakieś pudełko, wstążki itp. Najgorsze było to, że musiał pracować na takich obrotach i to tylko dla jednego klienta, wprawdzie wysoko płacił, więc Derek przestał się tym przejmować i chciał wykonać swoje jak najszybciej i otrzymać swoją działkę.
W tym samym czasie w północnych Niemczech…
Wysoki blond włosy mężczyzna siedział w fotelu i zastanawiał się nad kolejnymi krokami, jego pracownik, Gareth, nie spisał się dobrze. Mężczyzna znał go z widzenia i wiedział, ze ktoś taki jak on nie jest w stanie niczego specjalnego osiągnąć, ale wynajął go tak na próbę. W przeciwieństwie do niego Gareth był zwykłym małym przestępcą, który łapał się dorywczo jakiś zadań. On traktował to o wiele bardziej zawodowo. Obecnie miał 38 lat i nie znosił muzyki, którą dzisiejsza młodzież preferuje. Wolał zupełnie inne brzmienia. Uważał, że większość z piosenek to zwykłe śmieci, a ich wykonawcy nie są lepsi. Udają, że są muzykami, tylko po to, aby zarobić trochę szmalu. Choć ten aspekt wcale go nie zdziwił, on również uwielbiał pieniądze i jako przedsiębiorca inwestował je w coraz to nowe spółki…
Zapalił cygaro i wykręcił czyjś numer, puścił dwie strzałki i rozłączył się. Wstał, wyjrzał przez okno swojego nowego biurowca…
- Czas zmienić ten świat – powiedział i puścił dymek z kółek.
