2009
12.08

To smutne..

To smutne….

THE END?

Minęły już trzy dni od tamtych wydarzeń, chłopcy niemal zapomnieli o wszystkim. Zaledwie parę dni, a wydawało im się, że było to wieki temu. Wszystko szybko mija, a czas leczy rany, ale czy wszystkie?
- Tom! Przynieś mi parę kompresów! – jęczał Bill leżąc na kanapie, spadając z piętra nieźle się potłukł
- Za chwilę! Kurna… kto wychlał wszystkie REDBULLe!!! – wydarł się Tom
- Byłeś wczoraj troszeczkę nietrzeźwy i wylałeś je do zlewu – odpowiedział Gustav wchodząc do mieszkania – Kurde, do tego zachciało ci się bić i plecy mnie teraz bolą! Jezu moje, kości!
- Szwmorde! – wykrzyknął Bill i poderwał się z kanapy, chciał już wyjść, kiedy Georg chwycił go za koszulkę i zapytał:
- Gdzie idziesz? Za chwilę jedziemy, mamy wywiad w jakimś brukowcu.
- Gdzie? Do Polski idę! – odpowiedział i wyrwał się, ale Georg złapał go za rękę
- Po co?
- Zobaczyć, czy dobrze jej poradziłem. Lucyna powiedziała, że nie trzeba się bać śmierci i miała rację… zobaczymy czy ja też miałem…
- Nie rób z siebie palanta – Georg spojrzał twardo na Billa – idziemy z tobą…
- Co?! – zdziwił się Tom
- No chodź! – powiedział Gustav i pociągnął Kaulitza za ramię
Chłopcy nie czekali na taksówkę, biegli przez miasto do szkoły, chodź był to spory odcinek. Bill cieszył się jak małe dziecko i biegł środkiem ulicy bez butów, kierowcy zatrzymywali się i wyklinali ich.
- Pieprzcie się! – krzyknął Tom i pokazywał wszystkim „Fuck” , w końcu zrobił się przed nimi spory korek samochodowy, dosłownie wóz na wozie.
- I co robimy? – spytał zrezygnowany Gustav
- Jak to co? Robimy przejście! – powiedział Georg, wskoczył na maskę któregoś z samochodów i skakał po samochodach
- Powaliło cię?!!! – krzyknął Gustav, bliźniaki nie zwracały na niego uwagi i zrobiły to samo co Listing. Po chwili chłopaków zaczął gonić spory tłum fanek. Po około piętnastu minutach biegu chłopcy znaleźli się pod szkołą. Tom próbował zrobić „wejście smoka”, ale zapomniał o dzwonku. Stratował go tłum uczniów wychodzących z budynku. Po uratowaniu Tomusia z lawiny ludzkiej, THowce pobiegły do sali informatycznej. Georg otworzył drzwi na zaplecze, siedział tam Dan.
- Siema Schwerelos! – wypalił Bill i padł na jakieś krzesło – Prawda, że wyświadczysz nam małą przysługę?
Po chwili chłopaki znaleźli się w prywatnym helikopterze CIPABu, do którego oczywiście Dan miał kluczyki.
- No to gdzie chcecie lecieć? – spytał Dan
- Eee… a ty w ogóle umiesz tym latać? – zapytał Tom
- Jasne, że tak! No to gdzie…
- Do Polski, do Lublina… – powiedział Bill
- Jak szybko musisz tam być?
- Jak najszybciej! – po chwili Kaulitz pożałował, że nie zapiął pasów, wyrzuciło go na koniec samolotu.
Tym razem lot był znacznie spokojniejszy niż dwa poprzednie, widać chłopcy mieli już dosyć „przygód na wysokościach”. Po około pół godziny znaleźli się nad Lublinem, nie było bardzo gdzie wylądować, więc „zaparkowali” samolot na szpitalu. Bill pierwszy wybiegł z maszyny, po chwili był już na szpitalnym korytarzu i mało, co nie złamał karku na śliskiej podłodze, znalazł jakąś pielęgniarkę i zapytał ją o Lucynę
- Pan jest z rodziny? – spytała
- Nie, jestem bliskim przyjacielem, mogę się z nią zobaczyć? – zapytał zdyszany
- Proszę pójść ze mną… – powiedziała i skręciła w jakiś korytarz, Bill podążył za nią. Pielęgniarka weszła do jakiejś sali, Kaulitz też – Proszę chwilkę poczekać…
- Dobrze – odparł i zdyszany usiadł na krzesełku, obok stały dwa łóżka. Bill spojrzał na imię na tabliczce i przeczytał – Lucyna…
Kaulitz nie mógł się opanować, zdjął tabliczkę i przejrzał wyniki, po chwili zamarł, oczy napuchły mu łzami. Mimo że zna tylko parę polskich słów, zrozumiał, że operacja przeszła niepomyślnie
- Jezu, ja ją zabiłem… – szepnął sam do siebie
Nagle do pomieszczenia weszli Gustav, Tom, Paulina, Zuzia i Mucha
- Czego na nas nie zaczekałeś? – zapytał Tom i usiadł obok Billa – Ej, co jest? Ty płaczesz?
- Ja ją zabiłem – powtórzył i schował twarz w dłoniach
- Kogo? Kogo, Bill? – spytał Gustav i położył rękę na jego ramieniu
- Lucynę, Lucynę… – wyszeptał i pociągnął nosem
- Wiedziałem, że jest zimna, ale nie, że aż tak jak trup – powiedział w wejściu Georg obok niego stała Lucyna
- Co?! Jak ty?! Przecież tu pisze, że… – jąkał się Kaulitz
- To nie moja tabliczka, pewnie jak każdy dureń nie przeczytałeś nazwiska – uśmiechnęła się i przytuliła Billa – Ale dzięki za współczucie z powodu śmierci… dzisiaj mnie wypisują, więc może zostaniecie?
- Nie wiem, jak im, ale mnie się nigdzie nie śpieszy… – uśmiechnął się Tom
Lucyna spakowała rzeczy i wszyscy opuścili szpital. Bill poinformował Dana, że może se „zrobić przerwę”, bo idą się zabawić i wylatują dopiero wieczorem. Co do postoju maszyny, dyrektor szpitala dostał piany, gdy się dowiedział, ze na dachu stoi helikopter, ale ponieważ należał on do sił specjalnych CIPABu obeszło się bez większych problemów. Cała paczka pojechała się zabawić w mieście, a ślad ich „wycieczki” znaczyły laski stojące obok drogi, klaskające na widok gołego tyłka Toma wystawionego przez okno.

KONIEC TOMU I

Komentarze są zamknięte.