2010
03.25
-Pobudka!!- Krzyknęłam wskakując na łóżko Billa
Nie wiedział co się dzieję, aż spadł z łóżka. Po krótkiej chwili otrzeźwiał i spojrzał na mnie, a ja na niego.
-Dobra to ja idę obudzić resztę- Szybko wycofałam się z jego pokoju. Wiedziałam że jeśli bym tego nie zrobiła to on coś by wymyślił.
O 8.00 wszyscy byli gotowi do drogi. Droga minęła nadzwyczaj spokojnie. Chłopaki byli śpiący. To ich sprawa. Po co oglądali w czoraj ten głupi film. podwieźli mnie do domu.
-Dzięki i na razie- Rzuciłam krótko po czym wbiegłam do domu, spakowałam książki do torby, przebrałam się i wyszłam. A raczej wybiegłam. Musiałam biec bo inaczej bym nie zdążyła. Pod szkołą zwolniłam. Naciągnęłam kaptór na głowę i przekroczyłam bramy najgorszego miejsca na świecie. Pierwszą miałam matmę. No to poszłam pod klasę, nikogo nie było ale co tam zostałam. Zadzwonił dzwonek i przyszła nauczycielka a za nią reszta mojej klasy. Tak jak zawsze usiadłam w swojej ławce. Wioli nie było. Nawet nie chcę wiedzeć co się z nią dzieje. Nie wiem dlaczego po prostu nie chcę.
-Patrz!- Rzuciła mi gazetą w twarz Zena. Nie lubię jej. Jest pustą i głupią blondyną. Nie żebym miała coś do blądynek ale ona jest wyjątkowo głupia. Spojrzałam na tę gazetę. Na główek “DZIEWCZYNA BILLA!!” No i było zdjęcie z wczorajszego koncertu jak mnie całował. Głupi komętarzyk reportera:
“Czyżby Bill znalazł tą jedyną? “Może wiecie a może i nie ale to moja dziewczyna”- To słowa wokalisty Tokio Hotel, po których publicznie pocałował dziewczynę. Spewnością fanki chłopaka nie są zadowolone z tego powodu. Ale my życzymy im szczęścia w życiu”
Teraz spewnością nie dadzą mi spokoju. Ale co tam raz się żyje. Niech mnie zatrzepiają pytają. Powiem im prawę. Po co mam kłamać? Nie ma potrzeby.
-Zena siadaj- Powiedziała matematyczka
Dziewczyna poszła na drugi koniec klasy i usiadła na prześle. Przez resztę lekcji myślałam o tym artykule. Ciągle czułam nieprzyjemne spojrzenia dziewczyn z klasy. Ale się tym nie przjmowałam. Następny mieliśnmy W-F. Idąc korytarzem strasznie się zdziwiłam. woźny malowął ściany. Hm…. ciekawe czemu
No tak W-F. Tym razem ćwiczyłam. Mieliśmy zastępstwo. Bo tamta włefistka była w ciąży i poszła na macierzyństwo. Przebrałam się i poszłam na korytarz. Stał tam Adrian i Jędrek. Chwilę z nimi pogadałam.
-Idziemy- Szczurchnęła mnie jedna z mojej klasy. No więc poszłam. Ku mojemu zdziwieniu mieliśmy z gościem. Ale za to jakim. Był dosyć młody i miał piękne jasno niebieskie oczy.
-Mam na imię Robert. Do konca roku będziećie mieć ze mną wychowanie fizyczne- ble, ble ble zatrzął opowiadać co będzemy robić itp. Przegadał całą lekcji.
-A tak na zakończenie… -Spojrzał na mnie -… gratuluję nagrania teledysku. Musiało się dużo w nim dziać jak widać po zniszczeniach.-Uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech i poszłam do szatni. Czekały mnie jeszcze… muza… biola… chemia… później do domu.
Trochę się zdziwiłam otwierajc drzwi od domu. Były otware. “Czyżby już byli?”- Pomyślałam Ściągnęłam buty i kurtkę, po czym weszłam do kuchni. Jess tam siedziała. Serce zatrzęło mi bić mocniej.
-Po co miałam przyjść do domu?- Zapytałam trochę nie pewnie
-Już jesteś? Zaraz pudziemy poznać naszych nowych sąsiadów.- Wyszła z kuchni do salonu.
Trochę mnie zatkało. chyba nie pamięta tego co w czoraj się stało. Czyżby nie pamiętała że do mnie dzwoniła?
-A powiesz mi czemu w czoraj…- poszłam za nią do salonu gdzie siedział All
-Byłam zdenerwowana. Maja siostra miała wypadek.- Usiadła na kanapie
Dobra o nic cięcej się nie pytałam. Posżłam do swojego pokoju. Usiadłam przed komputerem. No tak, chyba by umarli gdyby nie dali moich i Billa fotek do neta. Na jednym blogu był podpis pod naszą fotką “Czyż ona nie ma w domu lustra? Z taką twarzą nie pokazywałabym się pubicznie” Podeszłam do lustra. Nie no. Chyba jeszcze aż tak strasznie nie wyglądam. Zatrzęłam się śmiać. Poczytałam jeszcze coś o mnie. po czym Jess mnie zawołała i poszliśmy do tych sąsiadów.
Duży biały dom z pięknym również dużym ogrodem ogrodzony wysokim płotem. Byłam wpatrzona w ziemię nie mogłam się powstrzymać żeby nie wybuchnąć śmiechem. Muszę zapamiętać żeby nie czytać niczego z blogów antyfanów na mój temat. Drzwi otworzyła starsza kobieta.
-Ooo…. Dzień dobry- Powiedziała przemiłym głosem -Proszę wejdźcie do srodka- Otworzyła szerzej drzwi.
No i weszliśmy. Wnętrze było dosyć ładne, chociaż stały jeszcze kartony.
-Przepraszam jeszcze się nie urządziliśmy- Powiedziała pokazujac drzwi.
-Nic nieszkodzi. Nie bedzemy przeszkadzać przyszliśmy się przywitać. Jestem Jessica to mój mąż Allister, a to nasz…- Zacięła się-…córka- Jess uśmiechnęła się do mnie
-Miło państwa poznać. Jestem Ann.Proszę mówić mi po imieniu… gdzieś tu…- Zatrzęła się rozglądać-…był mój syn. Robert!!- po chwili w drzwiach od kuchni stanął…. mój nauczyciel Wf-u. Przerzyłam szok. Nigdy nie miałam nauczyciela za sąsiada.
-Dzień dobry Jestem Robert.- Podał rękę Jess i Allowi -A my się już znamy…- Spojrzał na mnie
-No tak się jakoś złożyło- Uśmiechnęłam się do niego
Wszyscy patrzyli to na mnie to na niego.
-Yyy… uczę ją wychowania fizycznego- Odpowiedział pokazując na mnie
No tak tę sytuację mógł tylko przerwać… Xavier który właśnie dzwonił.
-No- Odebrałam odchodząc na bok
-Czytałaś gazetę? Ale zabalowałaś… Mam nadzeję że dasz sobie radę z fankami Billa- To “fankami Billa” Powiedział jakoś dziwnie.
-A czemu bym miała sobie… eee… nie wiem- Przypomniało mi się jak dwa lata temu leżałam w szpitalu Bill też
-Wpadnij do mnie jutro coś robimy z tym. Teraz muszę kończyć.
-No narazie – Rozłączyłam się.
Poszłąm do reszty która siedziała w salonie i świetnie się bawiła. Mnie jakoś nie było zawesoło. Trochę się bałam tego co może mnie spotkać. Przesiedzieliśmy tam z 2 godziny. Był to już wieczór. Usiadłam przed telewirozem. Leciały jakieś beznadziejne filmy ale nie przełączałam ich nie chciało mi się ruszyć by wziąść piota który leżał na stoliku przy drzwiach. Nie wiem co tam robił ale co tam. Położyłam się koło 11.00 i w mgnieniu oka zasnęłam
2010
03.19
Ani nudziło się powoli siedzenie w domu więc wzięła smycz, psa i poszła z nim na spacer. Przy okazji zamierzała poznać okolicę. Poszła wzdłuż ulicy. Gdy zobaczyła piękny dom mało co nie przewróciła się z wrażenia. Nagle brama „pałacyku” otworzyła się i Ania ujrzała zakapturzonego kolesia w szerokich spodniach. Wybierał się tez na spacer z psem. Mimo iż trzymał w ręce smycz Ania wystraszyła się, że to jakiś skin. Przyśpieszyła kroku, prawie biegnąc dotarła do parku gdzie ludzie wychodzą na spacery ze zwierzakami. Usiadła na ławce, a swojego czworonoga spuściła ze smyczy. Nagle podbiegł do niej zupełnie obcy pies. Bo wyglądzie poznała, że to pies tego tajemniczego faceta z bramy pięknego domu. Zwierz pokręcił się jakieś pół godziny. Właściciel się nie zjawiał, więc zawołała na psa aby za nią poszedł. Ten wykonał jej polecenie. Gdy znaleźli się pod tamtym domem zadzwoniła do bramy. Wyszedł ten sam chłopak, którego widziała wtedy. Ale okazało się, że to nie żaden skin, tylko zwykły skate, w dredach. Nawet nie miał kaptura. Powiedziała mu, że przybłąkał się za mną jego pies. Po chwili ich rozmowy do brany doszedł inny koleś. Ania była już pewna, że to ci goście z Tokio Hotel. Jakoś dziwnie się poczuła w towarzystwie swoich idoli. Zawsze marzyła aby ich spotkać, ale teraz wydało się to Ani takie jakieś dziwne. Dodała tylko żeby lepiej pilnowali psa i odeszła. Chłopcy natychmiast schowali się do domu cicho rozmawiając. Nasza bohaterka pochodziła jeszcze trochę ze swoim zwierzakiem i też wróciła do domu. Gdy weszła do przedpokoju Stella oznajmiła jej, że jadą do jakiejś ciotki, czy kuzynki. Ania domyśliła się, że pewnie dla tego, aby pochwalić się „nowym dzieckiem”. Od razu ruszyli w drogę. Sierota całą czas słuchała muzyki. Podróż trwała krótko. Wysiedli w małej wiosce, gdzie były dosłownie trzy domki. Anka nie patrzała na tabliczkę z nazwą. Widziała tylko, że przy jednym z domów stoi tłum młodych lasek ubranych na czarno. Dziewczyna i jej opiekunowie wysiedli jednak obok innego domu. Swe kroki również skierowali do innego domu. Ania zdążyła spytać o tamte dziewoje*(tłumaczenie na końcu notki). Okazało się, że są w Loitshe(chyba się to tak pisze
), a ten dom należy do rodziny Kaulitzów. Wtedy nasza bohaterka już wszystko zrozumiała i opowiedziała o spotkaniu z braćmi Kaulitz, członkami Tokio Hotel. W domu powitała ich starsza pani, wymalowana jak jakaś…
*DZIEWOJE- staropolska nazwa dziewczyn. Nie miałam słowa zastępczego, więc tak napisałam.
2010
03.09
Moje notki są trochę chaotyczne, prawda? Więc zmieniam system.
Miłość:
Krótko i na temat: brak. Jest bardzo dobrze
Mało – jest po prostu świetnie!
Nie ma miłośći – nie ma problemu. Przynajmniej u mnie. To jest super 
Przyjaciele:
Gdyby nie oni to nie wiem, co bym zrobiła. Kocham :* Takich przyjaciół jak moi to ze świecą szukać
Wiadomo każdy ma jakieś wady, ale co to jest przy ich zaletach! Tylko dlaczego ja nie mieszkam na wsi? No dlaczego? Fakt, w jakimś specjalnie dużym mieście nie mieszkam (całe szczęście), ale i nie na takiej znowu wsi. A szkoda. Tam nie liczy się to, czy ktoś jest bogaty czy biedny, wysoki czy niski, ładny czy brzydki i gdzie mieszka. Nienawidzę tego co się dzieje u mnie. To jest takie beznadziejne. Przecież to takie błahe a dla niektórych takie ważne. Nienawidzę takich ludzi. Pisząc to, mam na myśli conajmniej dwie osoby. Nie uwierzycie, ale one są z tego dumne. Poważnie. Na szczęście tylko 1,5 roku w tej szkole. Nie mogę się doczekać. Chociaż trochę będę za niektórymi osobami tęsknić
Co mi tam po tych paru osobach, którzy mnie wkurzają, skoro mam takich wspaniałych przyjaciół
Dziękuję, że jesteście
Kocham :*
Szkoła:
O nie. Najgorsze. Idzie mi po prostu tragicznie. Muszę coś z tym zrobić. Tylko co? Przecież się uczę. Nie daje rady? Niemożliwe
Będzie dobrze 
Dom:
Nie dogadywałam się z mamą, ale to co się teraz dzieje to tragedia. Jak jeszcze nie chodziłam do szkoły, śmieszyło mnie to, że moja siostra się tak z nią kłóciła. A teraz sama się kłócę. A wracając do siostry, to dalej jest taka jaka była ]:->
Niedługo pierwsze urodziny bloga
Kocham Was :*
“Ach, co za oszczędność czasu – zakochać się od pierwszego wejrzenia !!”
J. Ipohorska
“Kto zmienia kochanki jak rękawiczki, najczęściej chodzi w używanych.”
H. Horosz
2010
03.01
To nie są opowiadanie dziewczyny, która w opowiadaniu poznaje TH i nagle chodzi z Billem. To jest zupełnie coś innego.
***
Zacznijmy od tego, że rodzice 14-letniej Ani zmarli kilka dni temu w wypadku samochodowym. Dziewczyna była załamana i bała się, że trafi do domu dziecka. Całe szczęście, że pewna, niemiecka rodzina chciała zaadoptować spokojnego dzieciaka w tym wieku. Anka nie znała niemieckiego i bała się, że jej nowi starzy będą dla niej nie tego. Miała waz z swoją ciotką dojechać do granicy, a tam miała odebrać ją jej nowa rodzinka. Nie dość, że pociąg miał pół godzinne spóźnienie to jeszcze na naszą bohaterkę nikt nie czekał. Ciocia musiała wracać z powrotem do domu, więc Ania usiadła na ławce i czekała. Po jakiejś godzinie podjechał czarny samochód z błyszczącymi felgami. Wysiadł z niego mężczyzna w średnim wieku, gdzieś tak około 50. Po chwili z auta wyszła także kobieta około 45L. Podeszli do zawiadowcy i zaczęli gadać z nim po niemiecku. Z pojedynczych słów zrozumiałam, że chodzi im o jakieś dziecko. Zawiadowca wskazał na mnie. Tamci państwo podeszli do mnie i zaczęli mówić po angielsku. Cieszyłam się bardzo, że to będą moi nowi opiekunowie. Wydawali się całkiem sympatyczni. Mężczyzna wziął moje torby i spakował do bagażnika. Potem wsiadłam ja i ruszyliśmy. Jechaliśmy jakieś dwie godzinki. Po drodze było kilka przystanków na picie, jedzenie itp. Opiekunowie ciągle się mnie o coś pytali. W końcu po tej przejażdżce dotarliśmy do mojego, nowego domu. Chałupka była bardzo duża. Gdy weszłam, do środka myślałam, że korytarz nigdy się nie skończy. Ale w końcu, na samym końcu były kolejne drzwi. A tam „podwórko”, ale nie takie zwykłe. Z basenem, oszklone, palemki… Było bosko. Gdy „nowi rodzice” pokazali mi mój pokój oniemiałam z zachwytu. Mebelki, śliczne, drewnienie, ściany żółtawe, podłoga w kafelkach. Na środku pokoiku, na kaflach, leżał niebieski dywanik. W szafie nie było ciuszków, ponieważ ludzie nie znali mojego gustu. Po zjedzeniu obiadu pojechali do miasta. Najpierw do sklepu z ubraniami. Ania wybierała w większości czarne ciuchy. Miała właściwie nieograniczone fundusze, a jej opiekunowie byli bardzo wyrozumiali. Potem była kolej na sklep z jedzeniem. Mimo woli naszej głównej bohaterki ,Stella, bo tak miała na imię jej nowa mama, i Detlef, imię nowego ojca Ani, nakupowali jej mnóstwo słodkości. Po powrocie do domu opiekunowie zapoznali ją ze zwierzakami mieszkającymi na posesji. Był tam pies, cztery koty, które ciągle gdzieś uciekały, papuga, chomik i myszki.
No na dziś to tyle. Napisze może napsizę kolejny odcinek. To zależy tylko od was i waszych komentarzy.