2010
03.01

Rozdział 1

To nie są opowiadanie dziewczyny, która w opowiadaniu poznaje TH i nagle chodzi z Billem. To jest zupełnie coś innego.
***
Zacznijmy od tego, że rodzice 14-letniej Ani zmarli kilka dni temu w wypadku samochodowym. Dziewczyna była załamana i bała się, że trafi do domu dziecka. Całe szczęście, że pewna, niemiecka rodzina chciała zaadoptować spokojnego dzieciaka w tym wieku. Anka nie znała niemieckiego i bała się, że jej nowi starzy będą dla niej nie tego. Miała waz z swoją ciotką dojechać do granicy, a tam miała odebrać ją jej nowa rodzinka. Nie dość, że pociąg miał pół godzinne spóźnienie to jeszcze na naszą bohaterkę nikt nie czekał. Ciocia musiała wracać z powrotem do domu, więc Ania usiadła na ławce i czekała. Po jakiejś godzinie podjechał czarny samochód z błyszczącymi felgami. Wysiadł z niego mężczyzna w średnim wieku, gdzieś tak około 50. Po chwili z auta wyszła także kobieta około 45L. Podeszli do zawiadowcy i zaczęli gadać z nim po niemiecku. Z pojedynczych słów zrozumiałam, że chodzi im o jakieś dziecko. Zawiadowca wskazał na mnie. Tamci państwo podeszli do mnie i zaczęli mówić po angielsku. Cieszyłam się bardzo, że to będą moi nowi opiekunowie. Wydawali się całkiem sympatyczni. Mężczyzna wziął moje torby i spakował do bagażnika. Potem wsiadłam ja i ruszyliśmy. Jechaliśmy jakieś dwie godzinki. Po drodze było kilka przystanków na picie, jedzenie itp. Opiekunowie ciągle się mnie o coś pytali. W końcu po tej przejażdżce dotarliśmy do mojego, nowego domu. Chałupka była bardzo duża. Gdy weszłam, do środka myślałam, że korytarz nigdy się nie skończy. Ale w końcu, na samym końcu były kolejne drzwi. A tam „podwórko”, ale nie takie zwykłe. Z basenem, oszklone, palemki… Było bosko. Gdy „nowi rodzice” pokazali mi mój pokój oniemiałam z zachwytu. Mebelki, śliczne, drewnienie, ściany żółtawe, podłoga w kafelkach. Na środku pokoiku, na kaflach, leżał niebieski dywanik. W szafie nie było ciuszków, ponieważ ludzie nie znali mojego gustu. Po zjedzeniu obiadu pojechali do miasta. Najpierw do sklepu z ubraniami. Ania wybierała w większości czarne ciuchy. Miała właściwie nieograniczone fundusze, a jej opiekunowie byli bardzo wyrozumiali. Potem była kolej na sklep z jedzeniem. Mimo woli naszej głównej bohaterki ,Stella, bo tak miała na imię jej nowa mama, i Detlef, imię nowego ojca Ani, nakupowali jej mnóstwo słodkości. Po powrocie do domu opiekunowie zapoznali ją ze zwierzakami mieszkającymi na posesji. Był tam pies, cztery koty, które ciągle gdzieś uciekały, papuga, chomik i myszki.

No na dziś to tyle. Napisze może napsizę kolejny odcinek. To zależy tylko od was i waszych komentarzy.

Komentarze są zamknięte.